A może by tak do Danii…?

 

    Jak to w życiu spottera bywa, nie ma czasu na nudę i zbyt długie rozmyślanie – trzeba po prostu działać!

W tym roku kolejnym Air Show tuż po NTM i Air Show w Poznaniu przyszedł czas na wyjazd na Danish Air Show – czyli zdecydowanie najdłuższy wyjazd EPKR w tym roku.

Do pokonania mieliśmy uwaga… 1500 km w jedną stronę ! Tak, to nie żart. Kawał drogi w dosłownie nieznane…

Nasza podróż do Danii zaczęła się już 7.06 w czwartek późnym popołudniem. Trasa obejmowała przesiadki i długie godziny na czterech literach ale opłacało się! Z Krosna udaliśmy się busem do Rzeszowa, z Rzeszowa pociągiem do Poznania a z Poznania już autem z naszymi przyjaciółmi z pokazów. To była ekipa z różnych części Polski. My z Krosna, dwójka z Radomia i jeden z Poznania. Na miejscu w Poznaniu  zameldowaliśmy się już o 5 rano 8.06 w piątek. Słoneczko świeciło, grama chmurki na niebie nie było. Spakowani po pachy czekaliśmy na resztę, która była w trasie z Radomia. Mniej więcej około godziny 16:00 byliśmy już wszyscy zebrani. Ostatnie zakupy w PL, % w plecak, obiadek i w drogę. Jechaliśmy całą noc. Nasz kierowca Sir „ Łolczak ” spisał się na medal i dowiózł nasze zwłoki na lotnisko około 5:00 rano w sobotę 9.06. Wysiedliśmy, wyprostowaliśmy girki i naszym oczom ukazał się przepiękny widok. Pierwsze zdjęcie wykonane przez Bartka: cudna F-104 .

Mgła wszędzie gdzie okiem sięgnąć, słońce niepewnie wychodzi nam na powitanie… pięknie, prawda?

Po szybciutkim śniadanku pod bramą lotniska udaliśmy się na Spotter’s Day. Wojsko pokierowało na parking a tam każdy z nas otrzymał legitymację spottera na smyczce. Czekały tam na nas autobusy wyznaczone specjalnie dla spotterów, które zawiozły nas na statykę. Prawie 300 osób z każdego zakątka świata. Niemcy, Holandia, Japonia.. – 16 krajów w jednym miejscu!

Wychodząc z autobusu naszym oczom ukazał się w pierwszej kolejności Ił-76 z Ukrainy oraz Awacs. Tuż za nimi w szeregu stały SU-27, Patrouille Suisse, Hornety i F-16.

W dalszej części lotniska stał Hercules, Eurofighter UK i śmiglaki. W hangarze była ‘naga’ F-16 J ..rozebrana, bez skrzydełka i silnika… nie ujęło jej to jednak uroku. Stał też, Chinook – można było wejść i zwiedzić brzuszek pełen tajemnic. Przyznam się, że osobiście nigdy nie miałam okazji podejść aż tak blisko niektórych maszyn. Szkoda więc nie skorzystać z tak cudnej okazji. Tutaj na przykład chciałam przeszukać czeluście silnika F-16 . Niestety moje 160 w kapeluszu skutecznie mi to uniemożliwiło.

Kilka( naście ) fotek do kolekcji, jeszcze to tu, to tam i śmigamy z powrotem do autobusu, który tym razem miał nas wszystkich zabrać na strefę spottera – południową stronę lotniska. Po chwili byliśmy już na miejscu. Widoki przednie – tuż przed nami pas startowy a za nami piękne jeziorko.

Pierwszy i zdecydowanie najlepszy popis tego dnia dał Szwajcarski Hornet – śmigał jak szalony tuż nad naszymi głowami. Kark bolał, ciężko było za nim nadążyć. Spotterzy w zdumieniu kiwali głowami, jeden przez drugiego oglądał pstryki z uśmiechem na twarzy. Coś niesamowitego. Tuz po nim pojawiła się SU-27. Mimo pochmurnego nieba, udało się złapać piękne odcienie niebieskiego malowania Su. Ahh te kolory! Nie szczędziła nam tez palników.. Dawała w pióra nie gorzej niż Swiss sprzed kilkunastu minut. Gospodarz pokazał się również z niezłej strony. Duńska f-16 z czerwonym ogonkiem zasuwała aż miło z marchewą nad pasem startowym i udało się nawet dorwać ładne „wąsy”.

Następnie pokazy wykonał Mig-15 w parze z De Havilland Vampire ( potocznie Wampiry ), F-16 z Grecji oraz Hercules, który sprzedał spotterom masę flar niemalże wzdłuż całego nieba. Po nim pokazał się fiński Hornet oraz na koniec coś co uwielbiamy.. Tego pana nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ulubieniec i prowodier gęsiej skórki ( chyba wszędzie J ) Hiszpański Eurofighter. Wpatrzeni w pokaz Jurka straciliśmy poczucie czasu.. niestety czas dla spotterów się kończył i trzeba było wracać do autobusów. Aż żal ściskał, że w tamtym momencie te kilka minut nie mogło trwać przynajmniej godzinę.. Po powrocie na parking z całą ekipą ledwie żywi wpakowaliśmy się do auta i już planowaliśmy jechać na hotel jednak w planie był jeszcze przylot F-104. Szybko zlukaliśmy mapę i ustawiliśmy się na podejściu. Wisienką na torcie była właśnie F-104 – latający odkurzacz J Po wylądowaniu maszyny ruszyliśmy do hotelu zameldować się ( w końcu J ). Po drodze szybkie zakupki, później kąpiel i nastała w końcu wiekopomna chwila integracji krośnieńsko – radomsko – poznańskiej. I chyba na tym zdaniu poprzestanę na sobocie i zaproszę do czytania niedzieli, czyli cdn  😀

Niedziela minęła niestety deszczowo i bardzo pochmurnie. Zlało nas niemiłosiernie. Staraliśmy się jak mogliśmy focić ale deszcz nie chciał współpracować więc pozostało nam głównie oglądanie z deszczem w oczach. Jak na złość wszystkie samoloty zaczęły pruć flarami :/ Po skończonych pokazach wróciliśmy na hotel, odpoczęliśmy, spakowaliśmy się i w poniedziałek o 6 rano ruszyliśmy do domku. Po drodze mimo ogromnego zmęczenia na trasie Niemcy – Polska udaliśmy całkiem spontanicznie na lotnisko wojskowe Schleswig-Jagel. Stacjonują tam Tornada i mieliśmy szczęście, że latały. Kilka fotek i dalej w podróż. Droga długa i męcząca jednak kiedyś w końcu ma swój koniec. Ostatecznie w Krośnie stawiliśmy się na godzinę +- 9 rano we wtorek.

Podsumowując : organizację Spotter’s Day oceniamy na jak najlepszym poziomie. Zadbano o nas bardzo dobrze, wszystko było dograne co do minuty, sprawnie i zgodnie z planem. Tak właśnie powinna wyglądać organizacja i dbałość o spottera na każdych pokazach.

Dziękujemy ekipie za mega świetny wypad! Było rewelacyjnie, śmiesznie i do zobaczenia na stoczni w Radomiu.

Dzięki!

 

Karolcia.