Aerofestival 2016 – dobrze odrobiona lekcja

Druga edycja Aerofestivalu na lotnisku ławica w Poznaniu już za nami. Tegoroczna impreza była o niebo lepsza od poprzedniej. Organizatorzy wyciągnęli wnioski z zeszłego roku i tym razem stanęli na wysokości zadania.

Każdy nasz wyjazd na pokazy musi nieść ze sobą jakieś niespodzianki. Tym razem Artur miał dojechać do Krosna busem, skąd razem z Bartkiem, Karoliną i Pawłem mieli ruszyć do Poznania. Oczywiście nie obyło się bez problemów. Bus nie przyjechał. Trzeba było wprowadzić plan awaryjny. Wsiadł więc do busa jadącego w kierunku Rzeszowa. Wszyscy spotkaliśmy się w Lutczy, od tego momentu droga przebiegała już bez problemów.

Jak tylko podjechaliśmy pod wynajętą kwaterę, nad nami zagrzmiał dopalacz F-16C block 52+. Był to kapitan Robert „Bluto” Gałązka wykonujący trening przed sobotnimi pokazami. Nie mogliśmy tego przegapić. Zamiast wypakować bagaże, wyciągnęliśmy aparaty, był to też trening dla nas. Po raz pierwszy mogliśmy testować nowe obiektywy Sigma C 150–600 mm f/5–6.3 DG OS HSM, które w zeszłym roku weszły do sprzedaży. Gdy jastrząb odleciał, szybko się zameldowaliśmy i ruszyliśmy na górki spotterskie przy ul. Bukowskiej. Gdzie oglądaliśmy jeszcze treningi innych pilotów i grupy akrobacyjnej Baltic Bees.

Sobota przywiała nas słoneczną pogodą, która niestety później zaczęła się psuć i pojawiły się przelotne opady deszczu. Kolejny spotterski dzień rozpoczęliśmy od odebrania akredytacji prasowych w biurze obsługi mediów i udaliśmy się na teren pokazów, żeby sfotografować wystawę statyczną. W czasie gdy Paweł z Bartkiem pstrykali samoloty, Artur miał okazję porozmawiać z „Blutem” i podziękować mu za świetne przywitanie ekipy EPKR Spotters w Poznaniu. Nie obyło się bez wzbudzenia zainteresowania przez naszą ekipę ludzi którzy wchodzili na imprezę. Podczas gdy wszyscy szybko zmierzali na teren pokazów, żeby zająć najlepsze miejsca, my szliśmy pod prąd. Żeby wyjść z lotniska. To niezrozumienie w oczach mijanych ludzi… Ich wzrok pytał: Gdzie wy u licha idziecie? Przecież pokazy są w drugą stronę.

My postanowiliśmy zająć lepsze miejsce, górki spotterskie. Z informacji przekazanych przez organizatora miały być one nie dostępne dla osób postronnych, ale Polak potrafi. Oprócz nas było tam ok. 100 osób. Niektórzy wjechali nawet samochodami. Miejsce to było zdecydowanie lepsze do fotografowania ponieważ usytuowane było po południowej stronie pasa startowego, więc mieliśmy widok „ze słońcem”. Pomimo niezbyt dobrej pogody, pokazy odbywały się zgodnie z planem i piloci dawali z siebie wszystko. W przerwie między blokami pokazów odbyło się kilka startów i lądowań samolotów komunikacyjnych, a w tym czasie pogoda zaczęła się poprawiać.

Na niebie mogliśmy podziwiać praktycznie wszystkie rodzaje techniki lotniczej. Od samolotów sportowych, maszyn akrobacyjnych, lotniczych oldtimerów, po najnowsze samoloty bojowe. Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudziły pokazy samolotów F-16 z trzech państw, Belgii, Turcji i Polski. Nie mniejszą furorę wśród publiczności zrobił szwedzki Saab AJS 37 Viggen. Choć maszyna nie jest już używana w siłach powietrznych Szwecji, to w stanie lotnym utrzymywane są dwa egzemplarze i możemy je często podziwiać na pokazach w całej Europie. Uwierzcie nam, żaden samolot nie brzmi jak Viggen. On po prostu grzmi, głośniej niż największa burza. Bardzo miło oglądało się również TS-11 Iskra – jedna z dwóch prywatnych w Polsce. Już nie długo na niebie będziemy mogli oglądać tylko te dwie, gdyż wojskowe maszyny zostaną zastąpione samolotami M-346 Master.

Wartym wspomnienia jest również pokaz wojskowej Grupy Akrobacyjnej „Orlik” z Radomia, latającej na maszynach PZL-130 TC II Orlik. Piloci są mistrzami w lataniu w ciasnych formacjach, które przepięknie prezentują się na niebie. Swój pokaz podkręcają mijankami pary synchro i ostrymi manewrami „Anioła” – pilota solo. Dzień zakończyliśmy oglądając na słonecznym niebie popisy Baltic Bees używających L-39 Albatros.

Niedzielna prognoza niestety nie rozpieszczała w ilość słońca na niebie, więc postanowiliśmy wrócić do domu wcześniej. Po drodze mieliśmy zamiar odwiedzić dwa porty lotnicze, we Wrocławiu i w Krakowie. Tankując auto przypomniało nam się, że na naszej trasie jest jeszcze Leszno. Odwiedziliśmy je jako pierwsze. Udało nam się tam sfotografować kilka ciekawych maszyn. Niestety pogoda nie pozwoliła nam odwiedzić EPWR i EPKK. Tak zakończył się pierwszy pokazowy weekend w tym sezonie. Kolejne już wkrótce.

 

Tekst: AK


Zdjęcia: Artur Kucharski


Zdjęcia: Paweł Hawrot


Zdjęcia: Bartek Kolanko