AIR SHOW Radom 2013 – NIEZŁY ODLOT!

Kolejna edycja Międzynarodowych Pokazów Lotniczych AIR SHOW-2013 w Radomiu za nami.  Przez dwa dni mogliśmy podziwiać kunszt lotniczy polskich pilotów i oraz licznych reprezentantów 19 krajów, którzy zaprezentowali całą gamę statków powietrznych, dostarczając wielu wrażeń. AIR SHOW-2013 z pewnością pozostanie na długo w naszej pamięci.

O tym że wybierzemy się na kolejne pokazy do Radomia wiedzieliśmy już dwa lata temu, jak opuszczaliśmy w niedzielę teren lotniska. Nie wiadomo było czy i gdzie odbędzie się kolejna edycja, ale my wiedzieliśmy, że musimy tam być. W tym roku postanowiliśmy zobaczyć poczynania pilotów z innej strony więc postanowiliśmy zająć miejsce na polu przy ul. Skaryszewskiej. Czy to był dobry wybór? Zdecydowanie tak!

Miejsce okazało się równie dobre jak pole buraków w Ostravie w Czechach lub pole kukurydzy w Sliac-u w Słowacji. Oglądanie pokazów z tych miejsc dostarcza 200% więcej wrażeń i 300% więcej adrenaliny niż spędzanie całego dnia wśród stutysięcznej publiczności. Dlaczego? O tym za raz.

Na „plażę” przybyliśmy w sobotę około godz. 5 rano więc mieliśmy trochę czasu na drzemkę przed śniadaniem. Około godziny 7:30 znajomi biwakujący w namiotach i samochodach zaczęli się budzić i zasiadać do śniadania. Po strzeleniu dobrej kawki i przyswojeniu odpowiedniej porcji węglowodanów zajęliśmy miejsca na polu przy składzie opału. W takich miejscach próżno szukać przypadkowych ludzi. Zdecydowana większość to pasjonaci fotografii lotniczej szukający tego idealnego zdjęcia, a mniejszość? Ich drugie połowy, pociechy oraz znajomi.

Próżno szukać tu walki o miejsce przy barierkach, żeby mieć lepsze miejsce do focenia, bo każde jest rewelacyjne.

Pierwsze maszyny znalazły się w powietrzu zaraz po godz. 9, ale to nie dla nich przyjechaliśmy. Przyjechaliśmy dla dopalaczy bo od nich większość z nas jest uzależniona.  Chodzi oczywiście o dopalacze silników odrzutowych samolotów bojowych, a nie o artykuły kolekcjonerskie o których było jakiś czas temu dosyć głośno.

Tuż po oficjalnym otwarciu nadszedł czas na defiladę Polskich Sił Powietrznych.

W powietrzu pojawiły się formacje TS-11 Iskra, PZL-130TC-II, SW-4 „Puszczyk”, PZL M28, C-130 Hercules, CASA C-295, SU-22, MiG-29 i F-16. Zaraz po nich miał przelecieć E3A Sentry AWACS, ale niestety nie doczekaliśmy się na niego.

Po defiladzie w powietrze wzbił się nasz „Kościuszkowski” MiG-29 o numerze bocznym 56. Gdy przeleciał nad nami na włączonych dopalaczach, Ewelina, która była pierwszy raz w życiu na pokazach powiedziała: zakochałam się, to jest ten dźwięk, już nie będę się oglądać za ścigaczami.  Pilot pokazał się z jak najlepszej strony i nie oszczędzał maszyny, na ciasnych zakrętach oraz podgrzewał powietrze dopalaczami.

Kolejne palniki w powietrzu pokazali szwajcarzy. Grupa Patrouille Suisse latająca na sześciu F-5E Tiger II jak zawsze swój pokaz wykonała perfekcyjnie. Rewelacyjne i ciasne formacje to ich specjalność.

Plejadę pokazów na samolocie F-16, rozpoczął grecki Zeus Demo Team, który w zeszłym roku debiutował właśnie w Radomiu. Tegoroczny pokaz był zdecydowanie bardziej zachowawczy, ale nie brakowało ciasnych zakrętów i katowania dopalacza. Piękne oderwania które okalały wymalowane na biało-niebieskie zbiorniki konforemne to widok jedyny w swoim rodzaju.

Po greku w powietrzu rozległ się ryk silników startującej gwiazdy pokazów. Ukraiński SU-27 to maszyna jedyna w swoim rodzaju. Ogromny myśliwiec o pięknej linii i przeraźliwie wielkiej mocy silników w powietrzu poruszał się niesamowicie. Szybkie i ciasne manewry i wykonane dwie kobry jedna po drugiej. To trzeba zobaczyć na własne oczy! Zaraz po nich bardzo niski przelot z dużą prędkością nad nami. Właśnie dla tego wybraliśmy pole przy ul. Skaryszewskiej, wrażenia o jakich można pomarzyć stojąc nawet przy samych barierkach wśród publiczności.

Rewelacyjnie jak zawsze pokazał się włoski pilot na samolocie Eurofighter Typhoon. Znowu można było odnieść wrażenie, że zapomniał gdzie wyłącza się dopalacz. Praktycznie przez cały pokaz z dysz samolotu wydobywały się ogniste marchewy. Kolejnym Falconem jakiego można było zobaczyć na Radomskim niebie był belgijski F-16 AM. Pokaz jak zawsze mocny i dynamiczny z dużą dawką flar.

Następnie na niebie zaprezentował kolejny Włoch tym razem na samolocie transportowym C-27J Spartan. Iście akrobacyjne manewry na tak dużym samolocie, musiały zrobić wrażenie na każdym.

Midnight Hawks była kolejną grupą akrobacyjną. Ich pokaz to miły dla oka spektakl lotów w formacjach i efektownych rozejść. Zaraz po nich pojawiła się ciekawa czarno-pomarańczowa para. Były to holenderskie F-16 MLU oraz AH 64D Apache. Piloci wykonali kilka wspólnych przelotów nad lotniskiem po czym przeszli do jedynych w swoim rodzaju pokazów solowych. Apache i jego deszcze flar, których resztki spadały na pole niczym deszcz meteorytów, oraz piękny Orange nigdy mi się nie znudzą.

Po holendrach przyszedł czas na mocne uderzenie Polskich Sił Powietrznych. Symulacja Bombardowania lotniska przez parę SU-22 w asyście dwóch F-16 Block 52+ musiała się spodobać.  Jak dla mnie była to namiastka tego co zobaczyłem w Holandii podczas pokazów w Volkel. Tam się to nazywa Air Power Demo i było wykonane przez 10 F-16 oraz masę AH 64D. Polska wersja mimo mniejszego rozmachu podobała mi się bardzo. Może w przyszłości zobaczymy coś bardziej rozbudowanego, bo już jesteśmy na dobrej drodze i obyśmy z niej nie zboczyli.

Ze zbombardowanej ziemi czas wrócić w niebo, na którym można było zobaczyć dosyć rzadkie na pokazach maszyny. Dassault Rafale z Francji oraz MiG-21 LanceR z Rumuni równie pięknie i dynamicznie przecinały powietrze nad lotniskiem. Patrząc na MiG-a śmigającego nad głową chciało by się widzieć go nie w rumuńskim malowaniu, a z Polską szachownicą na stateczniku. Przez nasze wojska lotnicze przewinęło się ponad 400 tego typu samolotów i mam nadzieję, że kiedyś choć jeden z nich wzbije się w powietrze i będzie prezentowany na pokazach w Europie tak pięknie jak prezentowany jest SBLim-2.

Zostańmy na chwilę jeszcze przy Polskich Siłach Powietrznych, które zaprezentowały również dwie grupy akrobacyjne, pierwsza z nich to Zespół ORLIK latający na samolotach PZL-130TC-II, druga zaś Zespół Biało-Czerwone Iskry eksploatujący wiekowe już TS-11 Iskra. Orliki od czasu przesiadki na nowe, mocniejsze  samoloty prezentują się zdecydowanie lepiej i dynamiczniej, ich ciasne formacje w dużej grupie stanowią smaczny kąsek dla widzów i fotografów. Biało-Czerwone Iskry prezentują się równie dobrze w powietrzu ze względu na ich rewelacyjne malowanie. Nie ukrywajmy jednak, że podczas pokazu widać wiek samolotów i ograniczenia z tym związane. TS-11 Iskra latają już od 50 lat. w Próżno w ich pokazie szukać tak efektownych manewrów jak u Red Arrows czy Patrouille de France. Pozostaje się cieszyć z tego, że są bo po wprowadzeniu nowych samolotów szkolenia zaawansowanego i wycofaniu iskier prawdopodobnie pożegnamy się z tą grupą na zawsze. Miejmy nadzieję, że ta strata zostanie nam fanom lotnictwa jak i samym lotnikom w ciekawy sposób wynagrodzona.

Następną grupą, którą można było podziwiać była Baltic Bees – zespół akrobacyjny wystawiany przez Łotwę. Zespół został sformowany w 2008 na lotnisku w Tukums. Nie jest sponsorowany przez tamtejsze siły zbrojne, jednak reprezentuje je na arenie międzynarodowej. Piloci korzystają z samolotów Aero L-39 Albatros Czeskich Sił Powietrznych. Samoloty pomalowano w barwy zaprojektowane specjalnie na rzecz grupy. Ich pokaz podobnie jak w przypadku Midnight Hawks to mieszkanka formacji i rozejść. Bardzo ciekawym elementem jest pokaz solisty i manewr „Szalony (lub jak kto woli Pijany) Pilot” wykonywany bardzo nisko nad pasem.

Po pszczółkach w powietrze wzbił się kolejny F-16, tym razem turecki Block-40. Jak opisać ten pokaz? Krótko. Istna jazda bez trzymanki na dopalaczach.

Równie mocnie pokazał się nasz południowy sąsiad na Grippenie. Czeski pilot również nie oszczędzał paliwa ciągle używając dopalacza w swoim nowo pomalowanym samolocie. Nowe malowanie zostało przygotowane na ćwiczenia NATO Tiger Meet 2013, które w tym roku odbywały się Norwegi.

Podsumowując krótko. AIR SHOW RADOM 2013 – organizatorzy zapewnili wszystkim sporą dawkę atrakcji i emocji i oby tak dalej. Czekamy na kolejną edycję w 2015 roku.

Żeby nasycić głód dopalaczy już w czwartek ekipa EPKR Spotters wyrusza do Sliac-a w Słowacji na Slovak International Air Fest. Będziemy tam przez 3 dni i obiecujemy jak najszybciej podzielić się z wami magią tej imprezy na łamach www.epkrspotters.pl

Tekst: Artur Kucharski

PS. Serdecznie dziękuję panu z Gdańska, który w 30 sekund otworzył mój zatrzaśnięty samochód, do którego kluczyki wygodnie leżały sobie w bagażniku. Pana pomoc sprawiła nam wiele radości bo byliśmy prawie 300 km od domu bez zapasowych kluczyków. 

 


Zdjęcia: Artur Kucharski


Zdjęcia: Paweł Hawrot