Air Show Radom 2018 – czy aby na pewno 100-lecie Polskiego lotnictwa ?

   I znów to samo… znów nie wyspani, zmęczeni ale za to całkiem nieźle obfoceni. Po zakończeniu pokazów w Radomiu zadaliśmy jednak sobie pytanie. Jedno, ale za to bardzo ważne pytanie: czy aby to było rzeczywiście 100-lecie Polskiego lotnictwa? Hm…

 

   Naszą podróż zaczęliśmy już po 2 w nocy z 22/23.08. aby na rano stawić się na miejscu, rozstawić namioty, przygotować sprzęt i ruszyć na węgiel aby połapać co nieco z treningów czwartkowych. Nasz kierowca, czyli jak zawsze niezawodny Bartek czuwał nad bezpieczeństwem trasy – chwała mu za to bo ja spałam 3/4 drogi  a chłopaki z tyłu jak zawsze zawzięcie dyskutowali o pierdołach 🙂

 

   Po dojechaniu na miejsce tuż przed 7 rano daliśmy znać po domach, że wszystko ok i ruszyliśmy na „ małe ” zakupy do biedry. No może nie do końca takie małe, bo jak się w końcu zapakowaliśmy do fury to wyglądaliśmy jak „ rumuni ” albo potocznie ujmując „ Janusze i Grażyny ” podróży 😀 Koniec końców na węglu zameldowaliśmy się w granicach 10. Wygodnie rozsiedliśmy się na miejscach siedzących i czekaliśmy na treningi. W czwartek oglądnęliśmy treningi między innymi :  F-16 Polska, AWACS,  Solo Turk, Patrulla Águila, Midnight Hawks, Iskrier oraz Orlików.

 

   Tego dnia pofociliśmy troszkę, opaliliśmy się i przywitaliśmy znajomych z zaprzyjaźnionych grup spotterskich. Odwiedził Nas również kolega z Radomia z drużyny koszykarskiej Rosa Radom ( pozdrawiamy serdecznie ). W Naszym noclegu ulokował się również kolega Mario z ekipy spotterskiej EPML ( również cieplutko pozdrawiamy ). Na wieczór grill i delikatny sok z gumijagód aby paść jak muchy jeszcze przed 22 🙂 no cóż, to był bardzo, bardzo ciężki i długaśny dzień 🙂

 

   W piątek z rana tuż po delikatnym śniadanku wybraliśmy się na pole. W tym roku nie zdecydowaliśmy się na wejście do środka – bo i po co. My nie lubimy zdjęć pod słońce.. My wolimy te ze słoneczkiem i te nad samą głową! Szczerze mówiąc to mam takie wrażenie, że czasami nie do końca jedzie się na same pokazy… Czasami jedzie się też głównie dla samego towarzystwa… I jak zawsze nasza wspaniała ekipa nie zawiodła – uśmiechnięte mordeczki naszych drogich znajomych i przyjaciół witały Nas na polu. Grill się palił pełną parą, zimne piwko w plecaku leżakowało, miejsca zajęte i czekamy. Dodatkowo w końcu również i ja mogłam dołączyć do grona szczęśliwych posiadaczy własnego M600 – nie posiadałam się ze szczęścia – zakwasy na 3 dni i to przez jedyne 2 kg szczęścia ! W piątek, piąteczek, piątunio oglądaliśmy  przylot Belgów 2xF-16, którzy ścigali się po niebie parę minut, Baltic Bees, JF-17, Grek na F-16, niemiecki Eurofighter, Gripen, Jordan Falcoins, Tricolori, Patrouille Suisse, ukraińskie Su-27, Red Bull Team oraz Eurofighter RAF.

 

   Na sam wieczór zawitali do Nas znajomi z Poznania – Miłośnicy Naddźwiękowych Jastrzębi – Brama Ożarowska – Sebastian i Paulinka ( Czyli Łolczak PAK ) i terminator Kaziu.  Wieczór był syty, bardzo wesoły i trwał długo. Obfitował ‚głównie’ w komary w ilościach milionowych – biedny Maciek.. padł ich ofiarą, prawie go zeżarły! Zaczęły cichutko od kostek ale na szczęście nie dotarły wyżej 😀 Podczas wspomnianego wieczorku omawialiśmy nieśmiałe plany przyszłorocznych wyjazdów pokazowych ( będzie to najdalszy wyjazd EPKR ale o tym jeszcze kiedyś opowiemy, póki co, to tajemnica ). Spędziliśmy wspólnie mega wesoły wieczór umawiając się na następny dzień – już tym razem pokazowy – na standardowe miejsce – pole, pole, łyse pole… Nad ranem dojechali jeszcze do Nas dwie osoby z EPKR, Mateusz z Gabrielą.

 

   Następnego dnia w sobotę ( ledwo żywi, bo zmęczeni ) udaliśmy się na pole. Standardowo rozsiedliśmy się, wyciągnęliśmy aparaty i czekaliśmy na nasze pierwsze ofiary focenia 🙂 Tego dnia cała ekipa EPKR była w totalnym komplecie. Dojechał Artur z Sanoka oraz Elunia z Arturem 🙂  Pokazy zaczęły się od przelotu iskier z Boeing 737 max. Następnie śmigały Orliki z Harvardami, Krila Oluje, Mi24 z Czech, Awacs i cała reszta palników z piątku czyli np. Eurofighter RAF, ukraińskie Su-27, Solo Turk, Belg i JF-17.

 

   Pogoda nas w sobotę nie rozpieszczała. Rano było całkiem całkiem, niestety później ciemno, pochmurno, kropiło – była totalna kicha… Podobnie było z ‚polską’ częścią pokazów – niestety polski akcent w tym „ 100-leciu polskiego lotnictwa ” wypadł strasznie marnie – dostosował się do pogody. Nie wiem jak reszta, ale osobiście jestem mocno rozczarowana… Jadąc na ‚100 lecie Polskiego Lotnictwa’ oczekiwałam czegoś więcej, niż ciemnej jak otchłań polskiej Fki, przelotu pasażera z Iskrami i Orlików. Broń boże nie mówię, że występy Orlików czy Iskier były złe – ot po prostu zabrakło tego rypnięcia w polskich palnikach. Organizatorzy spisali się świetnie, jeżeli chodzi o część pokazową zagranicznych zespołów akrobacyjnych czy też obcych solistów ( Vador – kłaniam się nisko po samo pasisko!! ) Wracając do Naszego ‚100lecia’ – bez łaski mogli naszą Fke zrobić na ZERO – no dobra, pomalować chociaż ogon, skrzydła.. no litości – cokolwiek. A tymczasem co? A no jajco…

 

   Pokazy ożywiały zagraniczne formacje, wspomniany Belg, czy JF-17. Największe wrażenie wywarł na mnie właśnie Belg i ukraińskie SU-27. To jest walnięcie ( cenzura ) jakiego oczekuję na pokazach – żebra mają się o siebie obijać i grać heavy metal a nie nucić pościelówkę.. Być może po prostu oczekuję za wiele.. ? Człowiek za granicę wyjedzie na pokazy to i może się za wiele po swoich oczekuje. No cóż – tak źle może nie było ale też d…y nie pourywało do końca. Sobotę spędziliśmy spokojnie, bez większego szału i z zapowiedzią bardzo marnej pogody na niedzielę. W śpiworkach byliśmy stosunkowo wcześnie jak na Nas ale też usnęliśmy szybciutko.

 

   Niedziela przywitała Nas marnie zgodnie z wcześniejszymi  przypuszczeniami. Spakowaliśmy się, pozbieraliśmy manele i udaliśmy się na węgiel pofocić coś na do widzenia – zgodnie przegadaliśmy powrót w niedzielę. Poprzez pochmurną i zaciągniętą pogodę niewiele się postrzelało. Razem z Maćkiem i Pawłem koczowałam w samochodzie. Najbardziej wytrwały okazał się Bartek, który cierpliwie czekał na ten jeden moment.. czekał, czekał i wyczekał! Niebo pełne flar uchwycił wręcz idealnie! Poniżej możecie podziwiać to piękne zdjęcie 🙂 Tego dnia tylko polskie F-16 coś zarzuciło flarami oraz pośmigał Jurek i Belg – na więcej szkoda było moknąć i marznąć. W atmosferze niedosytu, deszczu i zimna opuściliśmy Radom w granicach południa aby już na wieczór spokojnie dojechać do domków.

 

   Podsumowując.. zawsze mogło być lepiej. Nie do końca usatysfakcjonowani ale trochę obfoceni. Spędziliśmy świetnie czas w gronie znajomych, pooglądaliśmy piękne maszyny tuż nad naszymi głowami, pojedliśmy, wypiliśmy trochę zimnej herbaty i nie wyspaliśmy się. Na ten moment odliczamy już dni do pokazów w Ostravie, które to już tuż tuż.. Liczymy po cichu, że tam się odkujemy.

 

   Jak zawsze na koniec: dziękuujeeemyyy wszystkim za wspólny, świetnie spędzony czas! Do zobaczenia już niedługo na Ostravie. I pamiętajcie… Radom to stan umysłu ! 😉

Miłego dzionka,

Karolcia.