Koszmar malkontenta czyli Aviatická pouť 2019

Właściwie od początku wiedziałem, że tych pokazów nie odpuszczę. Nie chodzi tylko o to, że na pardubickim niebie zawsze dużo się dzieje i często człowiek nie ma czasu nawet czegoś przegryźć . Intensywność imprezy na pewno jest dużym atutem, ale nie to jest najważniejsze. Aviatická pouť to jedne z pokazów dla tych, którzy nad huk palników przedkładają klekot latających staroci (a raczej ich replik), lub mruczenie  silników maszyn sprzed ponad pół wieku.

W Pardubicach wśród replik maszyn z czasów Wielkiej Wojny niepodzielnie królował trójpłatowy Fokker Dr.I Czerwonego Barona  (urodzonego na terenie dzisiejszego Wrocławia). No cóż… maszyna Herr Freiherra zawsze robiła duże wrażenie. Można by powiedzieć piorunujące… zwłaszcza, gdy jakiś nieszczęśnik miał pecha zobaczyć ją na swoim ogonie.  Jak zwykle z dużą przyjemnością patrzyło się też na Nieuporta 12 w malowaniu maszyny francuskiego asa ppor. Rene Dorme.  Ciekawych replik było zresztą znacznie więcej.

Do „prawdziwych” staroci można natomiast zaliczyć konstrukcje pamiętające lata 30-te XX wieku, w tym dwa De Havillandy DH-82 Tiger Moth i Boeinga Stearmanna PT-17 Kaydet. Uwagę zwracała też kształtna linia Beechcrafta 18. Jest coś urzekającego w tej maszynie, mimo że to nie myśliwiec ani w ogóle maszyna bojowa. Trudno uwierzyć, że swój oblot miała 15 stycznia 1937 roku. 

Inną ciekawą konstrukcją zaprezentowaną w Pardubicach był De Havilland Canada U-6A Beaver, którego twórcą był nasz rodak Wsiewołod Jakimiuk.

W Pardubicach zawsze można spodziewać się myśliwców z czasów II wojny światowej, w tym na Corsair’a,  Spitfire’a czy Mustanga. Tym razem były dwa ostatnie. Corsair Red Bulla nie doleciał. Podobnie jak przed rokiem można za to było podziwiać bombowiec North American B-25 Mitchell. To właśnie te samoloty brały udział w legendarnym rajdzie płk Jimmy’ego  Doolittle’a na Tokio. 

 Do tego należy dodać kilka wiatraków, a wśród nich Bölkow Bo-105 oraz kolejny polski akcent W-3A Sokół. Rzecz jasna nie zabrakło samolotów z napędem odrzutowym – czeskich Aero L-159 Alca i L-39 Albatros oraz szwedzkiego, choć w barwach naszych południowych sąsiadów, Jasa 39 Grippen. 

Niewątpliwą atrakcją tegorocznej edycji był pokaz możliwości czeskich pilotów Red Bull Air Race Master Class Petra Kopfsteina i Martina Šonki.

Chciałby czasem człowiek zwyczajnie na coś ponarzekać… a tu nic. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Po prostu impreza na której trzeba być, żeby później nie żałować. Z pewnością szkoda, że zabrakło awizowanych Vought F4U Corsair czy Alpha Jet, ale rzadko trafia się impreza, z której nie wypada jakaś maszyna. Najważniejsze, że mimo tych braków program nadal był atrakcyjny i „na bogato”.