Lotnisko Svidnik oswobodzone…

Kolejny lotniczy weekend za nami. Air Show Svidnik to lokalny piknik, ale ilość i różnorodność maszyn tam obecnych zasługuje na podziw i pochwałę. Choć zabrakło zapowiadanego MiG-a 29 Słowackich Sił Powietrznych to organizatorzy zapewnili całkiem przyzwoite zastępstwo.

Choć pogoda nie rozpieszczała ze względu na zimny wiatr i nisko wiszące chmury postanowiłem wybrać się do Svidnika na Słowację. Przecież to niespełna 80 km od Sanoka, więc za blisko, żeby nie pojechać, nawet samemu. Jak przyjechałem na miejsce odniosłem wrażenie, że oprócz organizatorów, pilotów i obsługi jestem tylko ja, choć do rozpoczęcia imprezy została niecała godzina. Panie z cateringu zaprosiły mnie na herbatkę, po chwili do stolika przyniosły mi kiełbaskę z grilla i zaproponowały coś mocniejszego na rozgrzanie. Chyba mnie potraktowały jako jednego z „działaczy” skoro nie zażądały za całkiem smaczne śniadanko ani jednego Euro centa.

Najedzony i rozgrzany (herbatą oczywiście) postanowiłem przejść się po stojance i zrobić mały spotterski rekonesans. Na płycie stały zaparkowane samoloty grupy Retro Sky Team, przy nich zaś krzątali się piloci. Oczywiście nie odmówiłem sobie ucięcia krótkiej pogawędki na koniec której usłyszałem zapewnienie, że za tydzień widzimy się w Krośnie.

Przyszedł czas na zajęcie dobrej miejscówki do focenia i oglądania podniebnych wyczynów pilotów, którzy powoli zaczęli się zlatywać na to położone na szczycie góry lotnisko. Okazało się, że każde miejsce przy taśmie jest rewelacyjne ze względu na odległość ok. 20 metrów od pasa startowego. Wybrałem sam środek, zasiadłem i tak siedziałem. 10 minut, 15, 20, pół godziny, a na lotnisku pusto. Dopiero o godz. 12 zaczęła zbierać się publiczność, a parking powoli wypełniał się samochodami.

Jako pierwszy nad lotniskiem pojawił się policyjny śmigłowiec Mi-171, który miałem okazję oglądać podczas tegorocznego SIAF w Sliac-u. Nie długo po nim nad lotniskiem śmigną wojskowy Turbolet L410, który po wykonaniu nawrotu usiadł na pasie. Zaraz po nim zaczęły się zlatywać różne mniejsze samoloty i śmigłowce.

Dopiero ok. 13 w powietrze wzbiły się cztery Zliny RST i zaczęły pokaz lotów w różnych formacjach. I wtedy latanie zaczęło się na dobre, z lotniska co rusz startowały większe i mniejsze samoloty sportowe, a ich piloci prezentowali swoje umiejętności. Nagle ruch nad lotniskiem zamarł, a w uszach zawitał charakterystyczny dźwięk. Startuje Mi 171. Załoga zaprezentowała desant jednostki specjalnej policji i przechwycenie ważnej osoby z czekającego na pasie samochodu. Nie zabrakło oczywiście widowiskowego podjęcia „specjalsów” za pomocą długiej liny. Kolejnym znajomym dźwiękiem po Milu był bulgot kołującego na pas An-2 z wielką czerwoną gwiazdą wymalowaną na kadłubie. Z którego po osiągnięciu odpowiedniej wysokości wysypali się jeden za drugim spadochroniarze. Tego punktu nie może zabraknąć na żadnej lotniczej imprezie. Jeszcze jak w skoczkowie byli w powietrzu na wschód od lotniska można było zobaczyć krążący sporych rozmiarów samolot.

Gdy wszystkie spadochrony zniknęły znad lotniska zawitał nad nim Jak-40 rejestracji OM-BYE, należy on do rządowej linii lotniczej o nazwie Slovak Government Flying Service zajmującej się transportem ważnych osób w państwie. Pilot Jaka wykonał trzy niskie przeloty nad pasem i choć sam komentator miał nadzieję, że jeszcze wykona „touch and go” ten pomachał skrzydłami i odleciał na swoje macierzyste lotnisko w Bratysławie. Po niespodziance jaką była wizyta salonki, przyszedł czas na kolejną.

Wyścig na ¼ mili w wykonaniu samolotu Jak 52 z samochodem, tak z samochodem, ale nie byle jakim bo był nim piękny biały Bentley Continental GT. Ku mojemu rozczarowaniu wyścig ze startu zatrzymanego wygrał samochód, ale kolejne sprinty ze startu lotnego były już na korzyść pilota i jego wiekowego OM-YAK.

Gdy z pasa zjechali uczestnicy wyścigów ich miejsce zajął piękny żółty dwupłatowiec. Pitts S-2C Special to samolot stworzony do akrobacji lotniczej. Jego pilot pokazał wszystkim zgromadzonym w tym dniu na lotnisku czym jest akrobacja z prawdziwego zdarzenia. Gdyby komuś było mało akrobacji po wylądowaniu pittsa przyszedł czas na kolejne.

Tym razem miały być wykonywane na wojskowym odrzutowcu. Cała publiczność z utęsknieniem wypatrywała pięknej sylwetki MiG-a 29. Ale zamiast wymalowanego w piksele i tygrysie głowy Fulcruma wojsko przysłało szkolnego Albatrosa. Choć L-39 wyglądem, mocą, prędkością i dynamiką ustępuje zdecydowanie MiG-owi to zastąpił go godnie. A pilot zafundował nam całkiem przyzwoity pokaz.

Gdy wszyscy patrzyli na odlatującego albatrosa do pokazu szykowała się grupa rekonstrukcja Retro Sky Team. Ich pokaz to… Przyjdźcie samo na Krośnieńskie lotnisko w najbliższą sobotę (21 września), a sami zobaczycie czym jest ich pokaz. Podsumuje tylko, że przy ich pomocy Lotnisko Svidnik oswobodzone…

Tekst i zdjęcia:
Artur Kucharski