Luchtmachtdagen 2014 za nami

Po ubiegłorocznej fantastycznej edycji Luchtmachtdagen nie wyobrażałem sobie, aby w tym roku nie pojawić się w Holandii, do tego termin imprezy pokrywał się z długim czerwcowym weekendem – nie mogło być inaczej – 4 dni w Holandii.

Do Katowic samochodem, do Eindhoven samolotem, na dworzec kolejowy autobusem komunikacji miejskiej i do Bredy pociągiem, ostatni odcinek do hotelu na piechotę – tak wyglądała moja trasa do hotelu Campanile w Bredzie, naszej „bazy wypadowej” podczas tegorocznych pokazów „Luchtmachtdagen 2014” – naszej , ponieważ w Bredzie dołączył do mnie Tomasz, który po jednodniowym pobycie w Niemczech na Nato Tiger Meet dojechał 2 godz. po mnie do hotelu.
W piątek wczesnym rankiem wyruszyliśmy wypożyczonym oplem corsą do  oddalonego o 5km Gilze Rijen – bazy Holenderskich Sił Powietrznych.

Pogoda od rana była kiepska a impreza rozkręcała się powoli;  PBY Catalina, An-2, kilka szkolnych samolotów, kilka cywilnych i od razu to, na co w Holandii zawsze czekamy: AIRPOWER !!!! Jest to pokaz wielu formacji armii holenderskiej z wykorzystaniem lotnictwa. Na początek F-16 bombardują lotnisko  – tu myśliwce wspierane są pirotechniką – następnie pod osłoną AH-64 Apache lądują CH-47 Chinook z żołnierzami i samochodami  i Eurocopter AS532U2 Cougar, z żołnierzami na pokładzie ląduje także C-130 Hercules. Całość przebiega efektownie i dynamicznie, na koniec wspólny przelot ugrupowania wszystkich statków powietrznych oraz KDC-10 – „latającej cysterny”.

Po Airpower następuje część historyczna;  Avro Lancaster w asyścieSpitfire`a i Hurricane`a oraz B-25 w parze ze Spitfire`em, a następnie 2 grupy akrobacyjne: hiszpańska Patrulla Aspa oraz brytyjska Red Arrows.. Na koniec zostały śmigłowce (AH-64 jak zawsze z mnóstwem flar) i palniki.

Holendrzy mawiają: jeżeli pogoda Ci nie odpowiada, to chwilę poczekaj – i powiedzenie to doskonale opisuje to, z czym mieliśmy do czynienia. Co pół godziny zanosiło się na deszcz, czasem kropiło, zaraz potem świeciło słońce itd. „Klimat zmienny” jest tu naprawdę zmienny wobec czego zbyt dużo nie fotografowaliśmy, dużo oglądania i rozmów ze spotkanymi znajomymi z Polski. Po pokazach oglądnęliśmy jeszcze wystawę statyczną i po ponad godzinnej próbie przebicia się przez korek na parkingu pojechaliśmy na obiad. Wieczór to przygotowanie sprzętu foto na następny dzień, mecz w telewizji itp. Szybko idziemy spać, rano pobudka o 05.00.

Sobota to już prawdziwie letnia aura i tłumy widzów. Według organizatorów w sobotę na lotnisko przybyło ponad 180 tys. osób (w piątek „tylko” 65 tys.). Program w zasadzie ten sam z dodatkami w postaci Boeinga 787 Dreamliner czy MD-11 linii KLM.

Cała impreza była zdecydowanie udana, jak zawsze doskonale zorganizowana. My zostaliśmy w Bredzie do niedzieli. Rano pojechaliśmy do Eindhoven aby popstrykać trochę na tamtejszym lotnisku. Wieczorem samolot do Katowic i do domu.  Następny weekend to sobotnia wizyta w Krakowie na Małopolskim Pikniku Lotniczym a w niedzielę rano lecimy do Włoch. Plaża w Ostii i Roma Air Show!!!

Tekst i zdjęcia:
Michał Romanowski