NATO DAYS 2014 z wisienką na torcie

Zgodnie z tradycją sezon „palnikowy sezon spotterski” zakończyliśmy na NATO DAYS w Ostravie. Jeszcze dobrze nie ogrzaliśmy się po deszczowej sobocie spędzonej na krośnieńskim lotnisku, a już byliśmy w drodze do Czech, gdzie oprócz pięknej pogody czekały na nas takie rodzynki jak Saab J 35 Draken.

To był bardzo intensywny weekend. Po całej sobocie spędzonej w deszczu na pycie EPKR czekała nas blisko 400 kilometrowa podróż do Czech, na coroczne święto wojsk NATO. Choć pokazy zaczynały się dopiero po godz. 11, to na miejscu musieliśmy być już przed 6. Ktoś by pomyślał – oszaleli, tyle godzin zapasu? Niestety dojazd do miejscowości Albrechtičky zamykany jest o godz. 6, a zaparkowanie tam samochodu jest najlepszym rozwiązaniem i daje gwarancję świetnego miejsca do oglądania i fotografowania pokazów. To właśnie tam znajduje się słynne pole buraków, które jest odpowiednikiem ul. Skaryszewskiej w Radomiu czy pola kukurydzy w Sliac-u. Miejscówka ta gwarantuje świetne zdjęcia, bo całe lotnicze show rozgrywa się nad naszymi głowami. Do tego dochodzi iście piknikowy klimat. Czy na teren pokazów dało by się wnieść kuchenkę turystyczną, na której w przerwie między pokazami Bartek mógłby przyrządzać flaczki lub zaparzyć herbatkę? – Wątpię.

Kilkugodzinny zapas czasu wykorzystaliśmy na odespanie podróży, a następnie dokładne zwiedzenie wystawy statycznej. Choć nie była ona zbyt imponują to uwagę mocno zwracała część zajęta przez polskich lotników, którzy zaprezentowali: F-16, MiG-29, SU-22, CASA C-295M, C-130E Hercules, M-28 Bryza, Mi-17. Tak bogatej statyki w wykonaniu Polaków nie widzieliśmy nigdzie indziej poza granicami naszego kraju. Kiedy już cyknęliśmy kilka dokumentacyjnych fotek ruszyliśmy zająć miejsce na polu. W trakcie spaceru wzdłuż taśmy oddzielającej teren zamknięty nad naszymi głowami pojawił się duński F-16 MLU. Był to jeden z rodzynków, które mogliśmy zobaczyć podczas tegorocznej edycji NATO DAYS. Duński ef jest bardzo rzadko spotykany na imprezach lotniczych i choć nie powala dynamiką był bardzo miłym akcentem rozpoczynającym palnikowy show nad lotniskiem w Ostravie. Tego dnia mogliśmy oglądać jeszcze dwa F-16 w powietrzu, grecki F-16C Block 52+ oraz holenderski F-16 MLU. Piloci tych maszyn naprawdę potrafią pokazać możliwości swoich Falconów i dać wiele radości oglądającym. Czasem mam wrażenie, że zapominają jak wyłącza się dopalacz. Kolejną maszyną amerykańskiej produkcji był F-18 Hornet należący do Fińskich Sił Powietrznych. Tutaj z dopalaniem było nieco łagodniej niż u poprzedników, ale pilot doskonale wie jak podgrzewać atmosferę seriami ciasnych zwrotów.

W powietrzu swoje możliwości mały zaprezentować dwa MiGi 29, ale ze względu na awarię polskiej maszyny mogliśmy oglądać tylko słowacki samolot. Tydzień wcześniej nie udało nam się go zobaczyć w Belgi, to tutaj odpłacił się nam z nawiązką. Było to zdecydowanie najgłośniejsze show tego dnia.

Prawdziwą wisienką na torcie był wspólny przelot  maszyn produkcji szwedzkiej firmy SAAB. Nad nami pojawiły się trzy samoloty reprezentujące trzy pokolenia szwedzkich myśliwców. SAAB 35C Draken, jego następca AJS 37 Viggen oraz najnowszy JAS-39C Gripen. Po wspólnej prezentacji, nie mogło zabraknąć pokazów indywidualnych. Zdecydowanie najbardziej widowiskowy był Viggen. Jego ogromny silnik na dopalaniu grzmiał nad lotniskiem przez kilkanaście minut. Ciekawym faktem dotyczącym szwedzkich maszyn jest to, że choć Viggen i Draken już dawno zostały wycofane ze służby, to Szwecja utrzymuje po dwie maszyny tych typów w stanie zdolnym do lotu właśnie w celach pokazowych.

Palnikowy blok pokazowy zamknął czeski JAS-39C Gripen o numerze bocznym 9240 ozdobiony nowym imponującym malowaniem. Swoimi niskimi przelotami pilot ostro dał do wiwatu wszystkim zgromadzonym na „buraczanym polu”. Momentami jednak mieliśmy wrażenie, że chciałby zostać kosmonautą, kiedy jego samolot znikał wysoko w chmurach. Na szczęście zdecydował się wrócić na ziemię i wylądował dając jeszcze możliwość wykonania kilku zdjęć jego samolotu na pasie startowym.

Równocześnie z zamilknięciem silnika Volvo Aero RM12 skończył się nasz „palnikowy sezon 2014”. Pozostało tylko spakować sprzęt do samochodu i ruszyć w drogę do domu, a tydzień później napisać ta relację.

Tekst: Artur Kucharski


Zdjęcia: Bartosz Kolanko


Zdjęcia: Artur Kucharski