Niebo płacze nad Piknikiem

 Krakowie od dawna mówiło się o czarnych chmurach gromadzących się nad Małopolskim Piknikiem Lotniczym. Mimo złowieszczych plotek, mało kto dopuszczał do siebie myśl, że imprezy mogłoby nie być. Choć na szczęście te kasandryczne wizje nie spełniły się, to jednak nie był to piknik do jakiego przywykliśmy.

 Po raz pierwszy stojanka świeciła pustkami, a niemal wszystkie maszyny startowały spoza lotniska Rakowice-Czyżyny. Wyjątkiem były śmigłowce oraz wiatrakowce teamu „57-my”. Widząc to niebiosa postanowiły uronić łzę nad losami krakowskiej imprezy i zrobiły to tak skutecznie, że momentami ją paraliżowały. Doszło do tego, że deszcz dopadał widzów wracających spod zadaszeń nim jeszcze organizatorzy zdecydowali o wznowieniu pokazów. Nic dziwnego, że w pewnym momencie nikt już nie zawracał sobie głowy pogodą i maszyny latały się w strugach deszczu.

 Na domiar złego, ze względów bezpieczeństwa, samoloty prezentowały się na dość wysokim pułapie. Chcąc zobaczyć maszyny niżej, podczas startu i lądowania trzeba się było wybrać na lotnisko w Pobiedniku. To zaś sprawiało, że uciekały popisy pilotów nad Czyżynami.

 Oby w przyszłym roku było lepiej. Jak zwykle wbrew plotkom.