Ona i On – Podkarpackie Pokazy Lotnicze w Mielcu

Skąd taki tytuł? A no stąd, że pomimo wielu prezentowanych w Mielcu maszyn przez, gwiazdami pokazów była para MiG-15 oraz TS-11 Iskra.

 

 

Na pokazy w Mielcu wybrałem się, tylko na niedzielę ze względu na zapowiadaną lepszą pogodę. Prognoza na szczęście się sprawdziła. Po wejściu na teren pokazów miałem dwie opcje do wyboru. Spędzić imprezę razem z rodziną w strefie dla publiczności albo sam w miejscu przewidzianym dla spotterów. Wybrałem opcję pierwszą. Była to dobra, a zarazem zła decyzja.

Blaski…

W tym akapicie skupię się na pozytywach skutkach mojej decyzji. Po pierwsze mogłem spędzić cały dzień razem z rodziną i być dla nich narratorem tego co dzieje się w powietrzu oraz widzieć reakcje mojej Mamy na mijanki w wykonaniu GA Żelaźni… Jej mina – bezcenna, za wszystko inne zapłaciłem kartą…

IMG_9396

Po stresie zafundowanym przez pilotów czerwonych Zlinów. Uśmiech na jej twarzy pojawił się podczas pokazu dwóch PZL M18 dromader, które demonstrowały zrzut bomby wodnej wody. To musiało się podobać.  Prawdziwą eksplozję zadowolenia u niej mój imiennik Artur Kielak. Jego drugi występ tego dnia podsumowała: To był najpiękniejszy występ jaki widziałam. Fakt Artur i jego XA41 dali ognia na Mieleckim niebie jak nikt inny tego dnia.

Cienie…

Czas na mniej pozytywne doznania. Pierwszą, najgorszą, najbardziej wkurzającą, najbardziej upierdliwą kwestią było ogrodzenie, które oddzielało publiczność od strefy pokazów. Było to ogrodzenie stałe, które otacza całe lotnisko. Wysokie na ponad 2 metry i zakończone drutem kolczastym.
Kolejną genialną decyzją było genialne ustawienie rzędu przenośnych toalet zaraz przy tym pancernym ogrodzeniu zasłaniając kilkadziesiąt metrów widoku na startujące i lądujące samoloty.
Trzecią miażdżącą atrakcją była wystawa statyczna, a raczej droga, którą trzeba było do niej przebyć. Wszystkie sprzęty latające były ustawione przy drodze brukowej, a ta była oddzielona od strefy dla publiczność. Czym? No właśnie pięknym, nowym wysokim ogrodzeniem. Jedyna opcją, żeby dostać się do statyki był kilkusetmetrowy spacer wzdłuż ogrodzenia. Dla mnie to nie problem, w końcu, żeby zająć dobrą miejscówkę w Sliacu na Słowacji przeszedłem prawie 6 km w jedną stronę. W Mielcu miałem akurat przyjemność pchać wózek w którym zasiadała największa fanka awiacji – Karolinka. Chciałbym, żeby ktoś z organizatorów zafundował sobie taki spacer… Wystarczyło tylko rozpiąć jeden segment ogrodzenia tuż przy narożniku z ogrodzeniem lotniska i oszczędzono by tysiącom ludzi drałowania tam i z powrotem.

Działo się

Pod względem podniebnych atrakcji jakie czekały na publiczność impreza w Mielcu była naprawdę świetnie przygotowana. Program imprezy był bardzo zróżnicowany. Oprócz prezentacji indywidualnych mogliśmy zobaczyć dwie świetne grupy akrobacyjne Żelazny oraz Firebirds. W locie zaprezentowały się również formacje samolotów 3AT3, 3x Pipper Seneca V.
Trzecią zapowiadaną formacją była znana wszystkim Cellfast Flying Team z Krosna. Niestety piloci zaprezentowali się tylko na dwóch maszynach. Fakt czeka ich jeszcze sporo pracy, aby pokaz był bardziej precyzyjny i dynamiczny, ale już jest dobrze i mamy nadzieję, ze będzie lepiej. Do pełni szczęścia przydały by się nowe lepsze samoloty… słyszeliśmy, że przesiadka na inny sprzęt jest w planie.

Gwiazda i gwiazdor

Ona i on, czyli TS-11 Iskra i MiG 15. To były dla mnie gwiazdy pokazów i miałem nadzieję, ze wykonają wspólny przelot, który będzie okazją do zrobienia nietuzinkowej fotki. Jak tylko zobaczyłem, że do pasa zbliża się druga prywatna zarejestrowana w Polsce Iskra, a za nią podąża czeski MiG, gęba sama mi się uśmiechała. Będzie fota. No i jest!

IMG_9115

Piloci wykonali trzy wspólne kręgi nad lotniskiem, w różnych ustawieniach maszyn, po czym Iskra wylądowała, a w powietrzu zaczął szaleć czeski pilot MiGa. Na nasze nieszczęście minimalna wysokość jego pokazu wynosiła 300 metrów, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
Czasem też nie można spędzić całego dnia na pokazach, zwłaszcza, że zabiera się ze sobą dwuletnią chrześnicę. Był foch, płacz i łzy… trzeba było wracać do domu. W sumie to zły humor Karolci pomógł nam w sprawnym wyjechaniu z okolic lotniska, godzinę przed zakończeniem pokazów. Gdyby nie ona stalibyśmy w długim korku – dzięki mała:)

Tekst i zdjęcia: Artur Kucharski