Ostatni w tym sezonie

Dni NATO w Ostravie są jedną z imprez „Must Be There”. Choć w tym roku dla fanów lotnictwa nie czekało  zbyt dużo atrakcji, to dla wielu z nich ta impreza jest swego rodzaju zakończeniem sezonu pokazów lotniczych. Również dla nas to był ostatni w tym roku Air Show, w którym uczestniczyliśmy.

Już w kilka godzin po zakończeniu III PPL, naładowaniu baterii i zgraniu zdjęć z kart pamięci byliśmy w drodze do Czech. Kierunek jaki obraliśmy to lotnisko Ostrava-Mošnov. Miejsce doskonale nam znane ponieważ już nie raz tam byliśmy. Pomimo wcześniejszych informacji o zakazie wejścia na naszą ulubioną miejscówkę, którą jest pole buraków i tak postanowiliśmy na nie jechać.  Po przybyciu na miejsce okazało się, że tylko część będąca w bezpośrednim sąsiedztwie osi pokazów była niedostępna. Pozostałe kilka hektarów należało do spotterów i fanów mocnych wrażeń, który nie boją się latających kilkanaście metrów nad głową samolotów bojowych.

Z racji dużego zapasu czasu postanowiliśmy przejść się po wystawie statycznej, której główną atrakcją był AN 124-100 należący do lini Volga-Dnepr. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z tym kolosem. Rusłan wielkością ustępuje jedynie maszynie opartej na jego konstrukcji – An-225 Mrija oraz Airbusowi A380. W chwili oblotu 26 grudnia 1982 i późniejszej oficjalnej prezentacji podczas paryskiego salonu lotniczego (Paris Air Show) 28 maja 1985 był największym produkowanym samolotem transportowym świata, odbierając palmę pierwszeństwa amerykańskiemu Lockheed C-5 Galaxy. AN 124 jest naprawdę ogromny, jego rozpiętość to 73,3 m, długość 69,1 m, a wysokość ponad 21 m. Skoro jest tak duży to musi ważyć i mieć ogromny apetyt na paliwo. Gotowy do startu Rusłan może ważyć nawet 392 tony, a w jego zbiorniki mieszczą 270.000 litrów paliwa. W liczbach robi wrażenie prawda? A na żywo jeszcze większe.

W czasie gdy zwiedzaliśmy wystawę statyczną nad naszymi głowami swoje umiejętności prezentował czeski pilot na samolocie L-159 ALCA, a zaraz po nim na całe 3 minuty niebo przejął austriacki Eurofighter Typhoon. To był dla nas znak, ze trzeba zająć miejsce między burakami i przygotować się do focenia. Niestety zaraz po odlocie EF-2000 niebo zasnuło się na dobre chmurami, które ustąpiły dopiero pod koniec pokazów. W związku z tym nie było to udane zdjęciowo zakończenie sezonu.

W tym dniu mogliśmy zobaczyć w powietrzu szwedzkiego Saab 105 oraz pięknie brzmiącego AJS 37 Viggen. Stałym gościem w Ostravie jest holenderski pomarańczowy F-16 MLU więc i w tym roku nie mogło go zabraknąć.  Jedną ciekawych pozycji w programie było również symulowane tankowanie dwóch czeskich JAS 39 Gripen z latającej cysterny którą był szwedzki KC-130. Obowiązkowym punktem tej imprezy był również dynamiczny pokaz czeskiego śmigłowca szturmowego Mi-24, który swoje ewolucje uatrakcyjniał pomarańczowymi smugaczami. Nie był to jedyny śmigłowiec, który prezentował się tego dnia. Na niebie też można było zobaczyć belgijskie demo na Agusta A109. Piękny podniebny taniec widzom zaserwowali również hiszpańscy piloci grupy akrobacyjnej Patrulla ASPA. Latali oni na pięciu wiropłatach Eurocopter EC120 Colibri. Swoimi zębami straszyła legenda wojny w Wietnamie, czyli AH-1S Cobra.

Po licznych pokazach śmigłowców przyszedł czas na powrót samolotów odrzutowych nad lotnisko w Ostravie. Przez kilkanaście minut mogliśmy podziwiać grupę Türk Yıldızları (Turkish Stars). Turcy na biało-czerwonych NF-5 Freedom Fighter dali naprawdę kapitalne show. Całodzienne pokazy zakończył natomiast czeski JAS 39 Gripen.

Choć publiczność zaczęła już opuszczać teren lotniska, a na drogach zaczęły tworzyć się korki my dzielnie czekaliśmy przy ogrodzeniu. Czekaliśmy blisko dwie godziny na start Rusłana. Staliśmy z nadzieją, że wystartuje w naszą stronę, a nasze aparaty uwiecznią ten moment. Niestety załoga wybrała start w drugą stronę. Nie było to po naszej myśli, ale warto było czekać. W końcu nie co dzień widzi się startujący blok mieszkalny.

Sezon pokazów lotniczych w tym roku uznajemy za zakończony, ale nie zapadamy w zimowy sen. Już w ten weekend odwiedzimy bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku. Tam z bliska obejrzymy latającą karetkę, którą jest EC 135P2.

Tekst i zdjęcia:
Artur Kucharski