SIAF 2013 – weekend pełen emocji

Za nami kolejna duża impreza lotnicza. W ubiegły weekend uczestniczyliśmy w Slovak International Air Fest na cywilno-wojskowym lotnisku w Sliač na Słowacji. Mogliśmy tam podziwiać samoloty i śmigłowce z 13 europejskich państw. Oprócz sporej dawki lotniczych atrakcji nie zabrakło innych emocji, które sami sobie zafundowaliśmy.

Do Sliača przyjechaliśmy w piątek rano, gdzie już czekał na nas Tomek, który zdążył zrobić spotterskie rozpoznanie terenu.  Niestety okazało się, że nie ma dojścia do miejscówki pod płotem, którą zajmowaliśmy w zeszłym roku podczas przylotów i treningów. W związku z tym udaliśmy się w okolice progu pasa nr 36.

Gdy już zasiedliśmy na dobre i obejrzeliśmy kilka ciekawych przylotów i „Touch and Go” zadzwonił do mnie Sławek z informacją, żebyśmy jak najszybciej pobiegli do samochodów bo za chwile zostaną odholowane z miejsca gdzie je zostawiliśmy. Zapytałem, że skąd on może wiedzieć takie rzeczy skoro jest w Polsce. Okazało się, że w pobliżu naszych aut był jego znajomy i rozmawiał ze służbami porządkowymi. Nie wierzyłem Sławkowi aż do usłyszenia czterech mocnych słów. Pobiegłem… I faktycznie osoby porządkowe czekały na lawetę. Po krótkiej i sympatycznej rozmowie udało się odwołać holowniki i przeparkowaliśmy auta w inne miejsce. Wygląda na to, że gdzie EPKR Spotters nie pojedzie, zawsze musi się coś dziać. Jak nie zatrzaśnięty samochód, to prawie wycieczka na lawecie…

Z ziemi wróćmy w powietrze. Po zakończeniu przylotów zmieniliśmy miejsce polowania na palniki. Wybraliśmy próg pasa nr 18. Po dotarciu na miejsce okazało się, że dojście do ogrodzenia jest zarośnięte trawą i krzakami o ponad dwumetrowej wysokości. Nie stanowiło to żadnego problemu dla Bartka, który niczym sarna uciekająca przed wilkiem szybko śmignął przez chaszcze i oznajmił, że miejsce jest rewelacyjne. Gdy dotarliśmy do niego z Pawłem okazało się, że jesteśmy 10 metrów od drogi kołowania i poza trzema nitkami drutu kolczastego nic nas od niej nie dzieli. Wszyscy piloci mający treningi przejeżdżali i grzali swoje maszyny tuż obok nas. Gdy podjechała do nas para Polskich SU-22 i piloci dodali „gazu” emocje sięgnęły zenitu, tak nam się wydawało. To była rozgrzewka przed tym co zafundował nam pilot szwedzkiego Gripena. Wszyscy piloci grzali swoje palniki stojąc bokiem do nas, a on w czasie podjazdu uśmiechną się po czym ustawił swoją maszynę tyłem do nas i ostro nas przypiekał przez około pół minuty. Oj było gorąco…

Piątkowe treningi były niezłą rozgrzewką dla pilotów i naszego sprzętu fotograficznego. Po ich zakończeni przyszedł czas na rozbicie obozu na darmowym polu namiotowym przygotowanym przez organizatorów, gdzie do dyspozycji były toalety, ekipa sprzątająca oraz miała być pitna woda, która niestety nie dojechała przez cały weekend.

W sobotę rano obudził nas dźwięk startującego L-39 Albatros Słowackich Sił Powietrznych, samolot po dokonaniu rozpoznania pogodowego wykręcił kilka pętli i beczek po czym wylądował. Był to dla nas znak, ze czas się zbierać na lotnisko. Bo właśnie tam postanowiliśmy spędzić pierwszy dzień pokazów. Po zajęciu miejsc przy barierkach w środkowej części pasa startowego pozostało nam czekać na rozpoczęcie siedmiogodzinnego podniebnego show. Na „pierwszy ogień” poszły prywatne samoloty i śmigłowce słowackich wojsk. W wykonaniu dwóch śmigłowców Mi-171 mieliśmy okazję oglądać symulację gaszenia pożaru przy pomocy podwieszanego zbiornika typu „Bambi Bucket” oraz akcję ratunkową śmigłowca SAR przy użyciu wyciągarki.

Po tym spektaklu przyszedł czas na oficjalne rozpoczęcie pokazów SIAF 2013. Zaczęło się od przelotu śmigłowca Mi-171 z podwieszonymi na linie ludźmi trzymającymi flagi Słowacji, SIAF, NATO, 20-lecia Sił Zbrojnych Słowacji, Unii Europejskiej. Następny w kolei był desant z pokładu AN-26 skoczków spadochronowych z flagami państw uczestniczących w pokazach oraz przelot formacji samolotów Słowackich i Czeskich Sił Powietrznych (L-39 Albatros, L-159 ALCA, MiG 29UB, JAS 39C Grippen).  Po tym pokazy rozpoczęły się na dobre. Niesamowitymi umiejętnościami tego dnia pochwalili się dwaj piloci akrobacyjni Martin Šonka i Zoltán Veres. Ich przeloty na plecach tuż nad pasem wprawiają w zachwyt i zdumienie. Natomiast szybkość i precyzja wykonywanych manewrów daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z najlepszymi na świecie akrobatami lotniczymi.

Tego dnia czekała na nas nie lada niespodzianka. Okazało się, że Holenderski pilot Stefan „Stitch” Hutten będzie latał na zapasowym samolocie. Jego pomarańczowy F-16 został na stojance, a  w powietrze z rykiem wzbił się szary J-514.  Pokaz był zdecydowanie bardziej zachowawczy od piątkowego treningu i zabrakło w nim flar. W przeciwieństwie do pokazów w Radomiu tylko raz na niebie mogliśmy podziwiać amerykański Myśliwiec jakim jest F-16. Znacznie więcej za to mogliśmy zobaczyć radzieckiej myśli technicznej. W powietrzu pokazał się Słowacki MiG-29, który jak zawsze zafundował nam spora dawkę dopalania i flar. Polacy natomiast zaprezentowali swoje SU-22, których pokaz jest raczej lataniem w kółko od czasu do czasu używając dopalacza i znikomej ilości flar. Nie ma jednak co narzekać, bo tylko nasi piloci w Europie latają na tych samolotach i dla widzów z za granicy ich widok stanowi nie lada atrakcję. Rewelacyjnie natomiast zaprezentował się kolejny polski pilot na samolocie SB Lim-2. Ta wiekowa konstrukcja nie była oszczędna przez pilota i pokazała, jak wyglądało kiedyś lotnictwo wojskowe w Polsce.

Kolejną konstrukcją ze wschodu jaką mogliśmy oglądać na Słowackim niebie był współczesny radziecki (rosyjski) jednomiejscowy samolot myśliwski przechwytujący SU-27. Ta potężna maszyna należąca do Ukraińskich sił powietrznych zaprezentowała się równie spektakularnie jak podczas pokazów w Radomiu. Po prostu było widać moc tej pięknej maszyny.

W powietrzu mieliśmy również okazję oglądać dwa pokazy na samolocie JAS 39C Gripen w wykonaniu Szweda i Czecha. Obydwa pokazy były niezwykle głośne i widowiskowe. Nie brakowało w nich ciasnych zwrotów i odejść na pełnym dopalaniu. Szwedzki pilot otrzymał nagrodę za najlepszy solowy pokaz tegorocznej edycji SIAF.

Oprócz indywidualnych pokazów zaprezentowały się trzy zespoły akrobacyjne. Pierwszy z nich to Očovskí bačovia latający na czterech szybowcach L-23 Super Blaník. Grupa wykonała piękny podniebny taniec formacji szybowcowej okraszony smugaczami i zakończony efektownym podejściem do lądowania. Na samolotach Pioneer 330 swój pokaz zaserwowała nam ekipa Pioneer Team składająca się w większości z pilotów legendarnego Frecce Tricolori.  Grupa ta lata niezwykle ciasno i równo podsycając swój pokaz rozejściem przy użyciu flar oraz wielokrotnie używając wielokolorowych smugaczy. Moim zdaniem gdyby mieli do dyspozycji szybsze i bardziej zwrotne maszyny śmiało mogli by rywalizować z The Flying Bulls Aerobatics Team.

Patrulla Águila był jedynym na SIAF zespołem używających samolotów odrzutowych, którymi były CASA C-101 Aviojet. Pokaz głównie opierał się na wykonywaniu pętli przy użyciu smugaczy w różnych formacjach. Owszem piloci pokazali też kilka mijanek i lotów w parze, ale odległości między samolotami w ich trakcie były dosyć znaczne. Hiszpanów widziałem po raz pierwszy i szczerze mówiąc spodziewałem się więcej precyzji i dynamiki. Z pewnością jednak nie można uznać tego pokazu za zły.

W czasie pokazów znalazło się miejsce dla maszyn z czasów II wojny światowej. W locie pokazały się Jak-3, F4U Corsair, P-51 D Mustang, oraz Spitfire Mk16.  To jak te maszyny brzmią i wyglądają w powietrzu wprawi w zachwyt każdego fana awiacji.

Sobotni dzień pokazowy zakończyliśmy spacerkiem po wystawie statycznej, na której mogliśmy zobaczyć takie rarytasy jak francuskie Dassault Mirage F1, czy ukraiński SU-25 oraz belgijskie F-16 z pięknie pomalowanymi statecznikami.

Niedziela przywitała nas deszczowym i pochmurnym niebem, ale nie poddaliśmy się. Po kombinacjach związanych z dojazdem na pole kukurydzy (odpowiednik ul. Skaryszewskiej w Radomiu) zajęliśmy miejsce i czekaliśmy na poprawienie pogody. Aura okazała się łaskawa dopiero po zakończeniu pokazu Austryjackiego EF 2000 Eurofighter Typhoon, który jak zwykle był niebywale krótki. Po jego odlocie słońce na dobre zagościło na niebie. Niedzielne „ukazki” nie odbiegały dynamiką od sobotnich, jedyne co dało się zauważyć to drobne zmiany w programie, który dostaliśmy rano w centrum prasowym. Natomiast wrażenia były znacznie większe, gdyż wszystkie pokazy odbywały się nad naszymi głowami. Począwszy od niskich przelotów SU-27 po ostrze grzanie przez dopalacz Gripena. Oj, działo się.

Jako ostatni zaprezentował się słowacki pixel, czyli MiG 29 z tygrysem na statecznikach pionowych. Po prostu dał ognia. Zaraz po jego lądowaniu my odpaliliśmy silnik 1.9 jtd, który równie mocno kopci jak silniki Klimow RD-33 wspomnianego MiG-a i odjechaliśmy do domu.

Tekst: Artur Kucharski


Zdjęcia: Artur Kucharski


Zdjęcia: Bartosz Kwilosz