SUper SIAF 2016

Slovak International Air Fest to impreza, która już dawno zapisała się w naszym spotterskim kalendarzu. W tym roku mogliśmy na niej podziwiać całą plejadę radzieckich maszyn bojowych. W Sliacu oglądaliśmy samoloty MiG-15, MiG-21, MiG-29, SU-22 oraz wisienkę na torcie czyli SU-27.

Pobyt w Sliacu zaplanowaliśmy na trzy dni, a noclegi oczywiście na polu namiotowym tuż przy lotnisku. Przyjechaliśmy tam w piątek pod wieczór, gdzie czekali na nas Bartek i Piotrek. Plan był prosty: rozkładamy namioty, oglądamy wieczorne treningi, przy gorącej kiełbasce z grilla i zimnym piwku. Wszystko, no prawie wszystko poszło z planem. Zamiast spać pod namiotem spaliśmy w najlepszym ośrodku wypoczynkowym w centralnej Słowacji. Obiekt oferował pełne wyżywienie, luksusową sypialnię i taras z widokiem na góry. A to wszystko za darmo. Uwierzycie? Chcecie zobaczyć nasz apartament all inclusive, jak się w nim meldowaliśmy? Proszę bardzo:

Robi wrażenie prawda? A obsługa? Niesamowici ludzie i na dodatek mówili po polsku:)

W sobotę z samego rana obudził nas znajomy dźwięk. Startujący L-39 Albatros, którego pilot każdego dnia robił oblot pogody. A przy podejściu do lądowania na zaostrzenie spotterskich apetytów wykonywał pętlę. Ten dzień postanowiliśmy spędzić na terenie imprezy i ok. godz. 9:30 stawiliśmy się przy bramie nr 2 żeby odebrać akredytacje. Niestety wolnych miejsc przy barierkach było jak na lekarstwo, ale jakoś udało nam się wcisnąć między spotterów z Lufy (Lubelska Unia Fanów Awiacji) i przemiłych Belgów. Wybiła godzina 10, pokazy czas zacząć. Piękna pogoda, słońce w plecy, ręce aż się rwą do robienia zdjęć.

W powietrzu miały pokazać się same perełki takie jak SU-27 Ukraińskich Sił Powietrznych. Nasz wschodni sąsiad wysłał na Słowację dwa samoloty bojowe SU-27, z których jeden oglądaliśmy w powietrzu, a drugi mogliśmy pomacać i obfotografować z każdej strony na ziemi. Na wystawie statycznej można było również zobaczyć transportowy An-26 z piękną paszczą pełną zębów. Największe wrażenie robiła jednak SUka w powietrzu, ten dźwięk, ta dynamika, ta piękna linia… zabrakło tylko flar. Ukraińcom należą się wyrazy uznania za to, że tak pięknie się zaprezentowali, pomimo ciężkiej i niestabilnej sytuacji ich kraju. Tam przecież toczy się wojna, a oni i tak potrafią delegować swój sprzęt by cieszyć oczy i uszy fanów awiacji.

Wisienek na torcie było więcej. Kolejnym smaczkiem były należące do Rumuńskich Sił Powietrznych samoloty MiG-21, które podobnie jak SU prezentowały się na niebie i ziemi. Ten na niebie to istny przecinak z piękną długą marchewką dopalacza. Momentami mieliśmy wrażenie, że pilot zapomniał go wyłączyć. Warto dodać, że oprócz Rumuni w służbie te samoloty utrzymuje już tylko Chorwacja. Wsparciem dla maszyn bojowych był CJ-27 Spartan.

Kolejną maszyną ze stajni Mikojan Gurewicz był „smoker” czyli dobrze znanym wszystkim MiG-29. Słowacki pilot dawał z siebie wszystko, ale widać było, że oszczędza maszynę i nie lata tak ostro jak w poprzednich sezonach. Nie szczędził za to flar. Zaraz po Touch&Go poszedł ostro w górę i wystrzelił całą kasetę za jednym razem. Coś pięknego.

_MG_1639

Miłą odskocznią dla bojowych palników radzieckiej myśli technicznej był najstarszy, ale najmniejszy brat. MiG-15 należący do CZECH FLYING LEGENDS. Oglądać tą maszynę to czysta przyjemność. Równie miło jak „fagota” oglądało się pokaz Aero L-29 Delfin, ten czechosłowacki rodem z lat 60 ubiegłego wieku, ma w sobie to coś. Może to dusza?

Pokazy SIAF to nie tylko maszyny ze wschodu. W tym roku mogliśmy oglądać dwa bojowe palniki z zachodu. Jas-39C Gripen Czeskich Sił Powietrznych. Huk jaki generuje silnik Volvo Aero RM12 jest jedyny w swoim rodzaju. Drugim palnikiem był dobrze nam znany belgijski F-16AM o numerze bocznym FA-123. Zasiadający za jego sterami Tom “GIZMO” De Moortel z nalotem ponad 4400 godzin (z czego ponad 1500 na na tym typie) pokazał, jak ostro można traktować Falcona. Jego pokaz to cała masa ciasnych zwrotów i szybkich przejść nad pasem. Gizmo nie oszczędza również na flarach, choć w tym roku latał zdecydowanie wyżej niż ostatnio. Stąd nie udało nam się powtórzyć takiej fotki:

F

Rewelacyjnie, ale to naprawdę rewelacyjnie zaprezentowali się piloci z hiszpańskiej grupy akrobacyjnej Patrulla Águila. Pamiętam ich występy z lat poprzednich… wiało nudą. W tym roku zaskoczyli nie tylko mnie, bo w rozmowie ze spotterami z innych grup zdania były podobne. Wszyscy byli  pod wrażeniem. Było zdecydowanie bardziej dynamicznie. Mniej latania w formacjach, a więcej pokazów solisty i akrobacji w parach.

Po zakończeniu pokazów w powietrzu wykorzystaliśmy nisko znajdujące się słońce i wybraliśmy się obejrzeć „statykę” i zrobić zdjęcia w ciepłej tonacji.

Niedzielę podzieliliśmy sobie na dwie części. Do godziny 13 byliśmy na terenie pokazów i stamtąd pstrykaliśmy mając słońce w plecy. Później przenieśliśmy się na drugą stronę lotniska, na słynne pole kukurydzy. Choć tym razem wybraliśmy północną część ponad progiem pasa. Wybór okazał się strzałem w 10! Samoloty śmigały nad nami, a kadry z takiej perspektywy były cudne. To pole jest równie dobre do fotografowania jak pole buraków w Ostravie czy ul. Skaryszewska w Radomiu.

Podsumowując: Na SIAF warto się wybrać, a nawet trzeba. Impreza organizowana jest w pięknym widokowo miejscu, a klimat na niej panujący jest niepowtarzalny i wyjątkowy dla tego miejsca. Ważnym powodem by odwiedzić bazę MiGów w Sliacu są również finanse. Weekend z lotnictwem na Słowacji kosztował nas po 120 zł. Tanio prawda? A można taniej 🙂

Tekst: Artur Kucharski

 


Zdjęcia: Bartosz Kolanko


Zdjęcia: Paweł Hawrot


 

Zdjęcia: Bartosz Kwilosz


Zdjęcia: Artur Kucharski