Tak pracuje Ratownik 10

Skoro sezon pokazów lotniczych mamy już za sobą przyszedł czas, żeby zobaczyć co dzieje się na naszym podwórku i w jego okolicy. W zeszły weekend cel padł na Bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku. Miejsce gdzie lata się z pasją niosąc pomoc innym.

Choć byliśmy umówieni w sobotę o godz. 11 to nie mieliśmy pewności czy zastaniemy załogę Ratownika 10 i samą maszynę na miejscu. W końcu baza pełni normalny dyżur i w każdej chwili może zostać wezwana do lotu ratunkowego. Jednak udało się. Tuż przed naszym przyjazdem śmigłowiec wrócił z akcji, a miejscu czekał na nas kierownik sanockiego LPR Stefan Zubel.

Po zapoznaniu się z zadami bezpieczeństwa obowiązującymi na terenie bazy, podchodzimy do jeszcze ciepłego po akcji śmigłowca. Maszyna jest naprawdę ładna i świetnie wyposażona. Na pokładzie znajduje się praktycznie wszystko co jest potrzebne do ratowania zdrowia i życia. W środku nie ma ani centymetra zmarnowanego miejsca, a cały sprzęt rozmieszczono tak aby nie było trudności w jego użyciu. Ergonomia przede wszystkim.

Miejsce pracy pilota robi równie wielkie wrażenie jak przedział ratunkowy. Próżno szukać tu kilkudziesięciu zegarów i analogowych wskaźników. Główne wyposażenie kokpitu to siedem dużych cyfrowych ekranów, cała masa przełączników i dosłownie pięć okrągłych zegarów. Komfort pracy za sterami EC 135 jest nieporównywalnie większy od pilotowania Mi-2, którym wcześniej dysponowała sanocka jednostka LPR.

Z zewnątrz „Ratownik 10” prezentuje się równie dobrze jak w środku. Ładna zwarta sylwetka oparta na solidnych płozach oraz robiący wrażenie fenestron zabudowany w miejsce konwencjonalnego tylnego wirnika. Takie rozwiązanie znacznie zwiększa bezpieczeństwo lądowań w trudnych warunkach. Pełniący służbę w Sanoku SP-HXE jest jednym z pierwszych śmigłowców wyposażonych w nowe zespoły filtrów IBF-FILTER ASSY. Instaluje się je na wlotach silników PW206B2, w celu zabezpieczenia ich przed przedwczesnym zużyciem i degradacją, których skutkami jest spadek mocy i konieczność zlecania kosztownych napraw silników.

Baza usytuowana jest w Sanoku na Białej Górze, nieopodal Muzeum Budownictwa Ludowego. Obsługuje całe województwo podkarpackie, a w szczególności górski teren Bieszczadów, zapewniając szybką pomoc mieszkańcom i turystom odwiedzającym ten region. Śmigłowiec startuje na wezwanie dyspozytora służb ratowniczych, bądź jednostek, z którymi współpracuje LPR, czyli z GOPR-em i Państwową Strażą Pożarną. 

Dzięki uprzejmości www.FilmoLot.com udostępniamy film, pokazujący sanocką ekipę LPR w akcji.

Tak wygląda praca LPR w Sanoku dziś. A jak wyglądało to kiedyś?

Początki działalności lotnictwa sanitarnego w Bieszczadach to przełom lat 50 i 60. Wtedy w 1958 roku po raz pierwszy na okres sezonu letniego przyleciał do Ustrzyk Dolnych śmigłowiec SM-1. Miał on być zabezpieczeniem medycznym dla organizowanych tam obozów harcerskich. Napływ ludności i turystów w ten zakątek kraju spowodował, że powstał pomysł, aby na stałe umiejscowić w tym rejonie lotniczą karetkę.

W związku z brakiem placówek medycznych w Bieszczadach zrodził się plan aby lotnicza placówka medyczna powstała w Sanoku. 5 maja 1961 r. na Białej Górze wylądował SM-1 pilotowany przez Tadeusza Augustyniaka z Krakowa. Śmigłowiec stał na łące bez żadnego zadaszenia, a dyżurką pilota była nie większa niż kiosk budka. Z czasem na lotnisku postawiono brezentowy namiot, który miał być hangarem dla latającej karetki. W takich spartańskich warunkach przyszło pracować pierwszym lotnikom w Sanoku. Kolejne lata mijały, a razem z nimi baza zmieniała swoje oblicze. Od tamtego czasu przez sanockie lotnisko, przewinęło się kilka typów samolotów sanitarnych. Zbudowano hangar, a w drugiej połowie lat 70 śmigłowce SM-1 zastąpiły nowoczesne na tamte czasy Mi-2.

IMG_4396

Pierwsze lądowanie EC 135 w Sanoku, w tle odchodzący na emeryturę Mi-2 plus – fot. Marian Struś.

Era „Czajników” nad Sanem zakończyła się 29 lipca 2010 r. o godz. 17:30, kiedy na Białej Górze wylądował EC135 o regu SP-HXG.  Niedługo po przylocie nowego typu śmigłowca rozpoczęto remont sanockiej bazy ale o tym pisaliśmy już jakiś czas temu w artykule pt. „Niczym z zachodnich filmów”.

Tekst: Artur Kucharski

P.S. Serdeczne podziękowania dla Pana Stefana Zubla za umożliwienie wejścia do bazy.


Zdjęcia: Michał Romanowski

 


Zdjęcia: Paweł Hawrot